FANDOM


Po napisaniu uroczystego eseju o występkach Fineasza i Ferba, Fretka zostaje wybrana, aby przejęła władzę nad Danville i została nowym burmistrzem. W tym czasie Pepe musi powstrzymać Dundersztyca przed zniszczeniem jego brata Rogera podczas partii golfa.

Burmistrz Fretka Edytuj

(Przed ratuszem, burmistrz ogłasza zwycięzcę na burmistrza dnia.)
Narrator: Burmistrz Fretka.
Roger Dundersztyc: A zatem, panie i panowie, z wielką dumą przedstawiam zwycięzcę tegorocznego konkursu na burmistrza dnia. Jej genialny essay pod tytułem "Dlaczego trzeba przyłapać moich braci?" sprawił, że przekazuję stanowisko burmistrza na jeden dzień Fretce Flynn.
Lawrence: (Razem z rodziną podziwia córkę na widowni.) Brawo! Bravissimo!
Fineasz: I tak trzymaj!
Roger: Panna Flynn świetnie odkryła metaforę naszych czasów. W tych także ciężkich chwilach to na nas ciąży odpowiedzialność, by przyłapać małych braci korporacyjnej chciwości przed naszą wspólną, finansową matką.
Mężczyzna: Hurra! Niech żyje zwycięska metafora przyłapywania naszych młodszych braci!
Linda: No pięknie! Gnałam do domu na złamanie karku dla metafory.
Roger: Fretka Flynn uchwyciła starego, pionierskiego ducha, dzięki któremu nasi przodkowie zbudowali to miasto, wykorzystując jedynie dary natury.
Mężczyzna: Hurra, niech żyją budowle wznoszone bez użycia znanych nam narzędzi i technologii!
Linda: Aby tylko miasto przetrwało.
Fineasz: Bez dzisiejszych narzędzi i technologii? Mh... Ferb, wiem co będziemy dzisiaj robić.
Roger: A oto Fretka Flynn!
Fretka: (Podbiega do lady.) Ee.. eee, myślę, że… trzeba… przyłapać moich braci. (Wszyscy wiwatują.) Tak…eeeeeh? Gdy byłam królową Marsa, cały...
Roger: Wspaniale, wspaniale. Pokażę ci twój gabinet. Fretka Flynn waszym burmistrzem! (Odchodzi z Fretką.)
Fineasz: No to Fretka ma już co robić, my również. Idziemy. 

(W ratuszu, Roger wchodzi z Fretką do biura i prezentuje jej je.)
Roger: I jesteśmy. (Podchodzą do biurka z tabliczką Fretki Flynn.) Hehe, wielki fotel tylko dla ciebie. Tabliczka z twoim nazwiskiem. I twoje miętówki. U, uśmiech! (Mężczyzna robi zdjęcie Fretce.) Świetnie, Melani! (Podchodzi Melani.) Wychodzę na spotkanie. Dopilnuj, by pani burmistrz niczego nie zabrakło. Panno Flynn, teraz ty tu rządzisz. (Wychodzi z kijami do golfa.)
Fretka: Rządzę, tak? Czas więc na nowe prawa.
Melani: Chyba wiesz, że to tylko tymczasowe stanowisko na pokaz? Tak na prawdę nie masz władzy, że…  
Fretka: To... jako burmistrz daję ci urlop aż do końca tygodnia.
Melani: No, to bardzo miłe, ale…
Fretka: Płatny.
Melani: No to ja się zmywam! Nara! (Wychodzi.)
Fretka: (Dzwoni do Stefy.) Hej Stefa, chciałabyś zostać asystentką burmistrza?
Stefa: (Pojawia się ubrana jak asystent.) Się wie, pani wzywała?
Fretka: Hyyh, nareszcie! Fretka Flynn rządzi miastem!

(W ogródku Fineasza i Ferba, chłopcy tworzą miasto przedpotopowymi narzędziami w ubraniach z przed wieków.)
Izabela: (Odwiedza Fineasza i Ferba.) Co robicie?
Fineasz: Budujemy miasto tak jak amerykańscy pionierzy. Wykorzystując do tego jedynie przed potopowy zestaw narzędzi taty. (Ferb zakłada na głowę szopa.) I o to chodzi! Ej, gdzie jest Pepe?

(Pepe spotyka się z Monogramem w saunie, gdzie znajduje się również Carl i Agent W.)
Major Monogram: Witaj Agencie P!  Wybacz, że musieliśmy się spotkać w firmowej saunie, musimy z niej korzystać przynajmniej trzy razy w miesiącu, by nie stracić zniżek. Mh...! Tak czy siak, znowu chodzi o Dundersztyca. Zainteresował się nagle fizyką i modą golfową. To może być wybuchowa mieszanka! Wysyłamy cię incognito, żebyś go powstrzymał. (Salutuje Pepe.) Ruszaj Agencie P. (Pepe odchodzi.) O Agent W, hahah! Nie zauważyłem cię. Jak tam twoje nozdrza? (Wieloryb dmucha parą wodną.)

(W ogródku Fineasz i Ferb za pomocą piły ścinają belki drewna.)
Fineasz: A zatem do dzieła.
(Muzyka Quirky Worky Song w zwolnionym tempie, a Fineasz i Ferb męczą się podczas ścinania drzewa.)

(W ratuszu.)
Fretka: No to zaczynamy, Stefa. Miasto nie będzie czekać.
Narrator: Nowe prawo. (Fretka podpisuje papiery.)
Fretka: (Na dziedzińcu Fretka ogląda nową straż.)

(Piosenka Dzisiaj właśnie jest ten niezwykły dzień!.)
Fretka: Nowi pracownicy nawet nieźle wyglądają. Chwilunia! Zarządzam! Tylko ja noszę ciuchy w takim kolorze!
Stefa: Zanotowane.
Nie spiesz się,
Fretka: Zarządzam! Wszystko musi być ładne.

Świat piękny jest,
Fretka: Zarządzam! Manicure dla burmistrza.
Stefa: Wspaniały pomysł.

 Na zewnątrz wyjdź.
I ciesz się ze wszystkich pięknych chwil.
Nie cofaj się!
Fretka: Zarządzam! Dzień darmowych ubrań dla burmistrza. Wezmę to, i jeszcze to, i tamto, i tamto, i tamto, i...

Przed siebie pędź!
Fretka: Zarządzam!

Bo dzisiaj właśnie jest ten niezwykły dzień!
Fretka: Zarządzam! Zarządzam!

(Fineasz i Ferb cały czas piłują drzewa przy Quirky Worky Song.)
(Opadają zdyszani.)

(W ratuszu leci piosenka Niezwykły dzień.)
Stefa: No, faktycznie odmieniłaś to miasto.
Fretka: Co? (Niczego nie słyszy przez piosenkę.)
Stefa: Mówię, że faktycznie odmieniłaś...!
Fretka: Co?!
Stefa: Mówię...!
Fretka: Zaczekaj, no, Stefa! Możemy wyłączyć muzykę?! (Kapela przestaje grać i wychodzi.)
Stefa: (Chce coś zapisać.) Oh, mała wpadka, złamałam ołówek.
Fretka: Wpadka! Czekaj, a no właśnie! Jak prawie każdy wybrany przez społeczeństwo urzędnik, zapomniałam o spełnieniu obietnic, dzięki którym zostałam wybrana! Dosyć! Teraz chcę przyłapać braci!

(Dundersztyc czeka na Rogera na polu do golfa i dzwoni przez telefon.)
Dundersztyc: Tak mamo, wiem, że obiecałem, że spędzę trochę czasu z bratem, ale żeby golf? No wiesz, (Podskakuje infantylnie.) Nie, nie jestem małym dzieckiem! Ja, eh..ee...e! (Zauważa Rogera z jakąś dziewczyną jadzących do niego.) Wcale nie, że jak? Już tu jedzie? Papa, mamo! (Rozłącza się.)
Roger: Witaj drogi bracie! Wybacz mi o niewielkie spóźnienie, wiesz jak to jest. Okropne korki. A do tego straciłem jeszcze połowę dnia zastanawiając się, czy spóźniać się na nasze spotkanie, czy się nie spóźniać. A oto moja caddy, Katy.
Katy: Ahahaha!
Dundersztyc: Ej, aa..eee gdzie jest mój caddy? (Pepe pojawia się w przebraniu golfowym i terkocze.) Ty nie jesteś tym caddy'm co zwykle.
Roger: Głowa do góry Heinz! Wiesz, jak mawiają "nie trafisz na raz do wszystkich dołków."? Hehehe, przyznasz, że śmieszne!
Dundersztyc: Huh, kto tak mawia?!
Roger: No wiesz, oni. Ci, co stoją o tam.
Bliźniacy: (Dwóch ponurych bliźniaków stoi na polu mini golfa.) Nie trafisz na raz do wszystkich dołków.
Roger: Dziwaki. Przez cały dzień próbuje ich zgubić.
Dundersztyc: (Do Pepe) Na pewno się gdzieś nie spotkaliśmy, wyglądasz jakoś znajomo. masz dziób jakby podobny do dziobaka. Mh..? Nic nie przychodzi mi do głowy.

(Fineasz i Ferb stoją razem z przyjaciółmi stoją w ogródku, gdzie znajduje się ich nie dokończone miasto.)
Fineasz: Prawie skończyliśmy. Jeszcze tylko wyślijmy zapaśników do paśników. (Tuż obok nich siłuje się zapaśnik z krową.)
Zapaśnik: Zrób zmianę, zrób zmianę!
Stary Wariat: Co za stado baranów!
Izabela: Kto to jest?
Fineasz: To stary wariat, w każdym miasteczku taki był. (Stary Wariat spluwa.)
Buford: O, umie nieźle pluć.
Stary Wariat: Zabierajcie się stąd bando żółtodziobów, jeśli wam życie miłe! To miasteczko wybudowano na prastarym, indiańskim cmentarzu! (Spluwa.)
Fineasz: Tak właściwie to nasz ogródek.
Stary Wariat: Jeśli znajdziecie złoto, to moje.
Fineasz: Eh, dobrze.
Stary Wariat: Icha! Całe złoto będzie moje! (Szpiedzy burmistrza obserwuje Fineasza i Ferba.)
Szpieg: Panie burmistrz, właśnie przesyłamy film.
Fretka: (Obserwuje poczynania Fineasza i Ferba w ratuszu.) Dobra robota, panowie! Chyba zbudowali w naszym ogródku jakąś wiochę.
Stefa: Nawet całkiem nieźle im wyszła.
Fretka: Czyżby Stefa? Czyżby? Zwołuje konferencje prasową przed moim biurem! Tym razem przyłapię smarkaczy!
Stefa: Dam dam daam...

(Dundersztyc śpi na polu golfowym, podczas gdy Roger wykonuje swoją partię.)
Roger: Heinz, obudź się! Jedziemy do następnego dołka. (Odjeżdża jazem ze swoją caddy.)
Dundersztyc: Nienawidzę golfa! Nuda pod względem oglądania i grania. Dlatego się przygotowałem. Myślisz, że to zwyczajna torba na kije, heh! Lecz gdy przekręcę tymi kijami, powstaje Wszystko-Przyśpieszaczo-Inator! (Dundersztyc przekręca kije i pojawia się jego nowy Inator.) Gdy go uruchomię, w kilka sekund przewinę całą, nudną partie mojego brata. Hah, widzę go, zaczynamy! Przewijamy! Hahaha! (Dundersztyc strzela w brata Inatorem i Roger zaczyna przyśpieszać tępo swojej gry.) O tak, spójrz jak zasuwa! Hahaha!

(Przed domem Fineasza i Ferba, Fretka czeka w tłumie ludzi na przybycie mamy do domu. Za kurtyną czeka w ogródku dzieło jej braci.)
Fretka: Witam wszystkich gorąco, w Wielkiej Wpadce! Dzisiaj będziecie świadkami jak przyłapie moich braci!
Ludzie: Wiwat megafony!
Fretka: (Do pracownika) Macie szybko wziąć limuzynę i przywieść tutaj moich rodziców! Jedź. (Pracownik odchodzi.) O tak!

(W ogródku dzieci stoją po skończeniu ciężkiej pracy.)
Fineasz: Kochani, udało się! W stu procentach autentyczne miasteczko tutejszych pionierów.
Baljeet: Tak, z zagrodami dla koni.
Buford: i wężami.
Baljeet: I z kleszczami!
Buford: I z wrzodami, które mam od miesięcy.
Fineasz: Tak, za nami wiele trudu, bólu, potu i bardzo ciężkiej pracy. Możemy być dumni.
Ferb: Nie róbmy tego nigdy więcej.
Fineasz: Zgoda! Dobra, chodźmy do domu coś przekąsić.
Izabela: Tam jest klimatyzacja.
Buford: I kanalizacja! (Wszyscy idą do domu.)

(Limuzyna podjeżdża po Linde i Lawrence'a gdzieś w mieście.)
Pracownik: Czy pan i pani Flynn? Pani burmistrz Fretka prosi, abyście państwo niezwłocznie zjawili się w domu.
Linda: I znowu się zaczyna.


(Fretka dzwoni do mamy z przed domu.)
(Podczas drogi do domu.)
Lawrence: Fiufiu, mógłbym się do tego przyzwyczaić.
Linda: (Odbiera telefon.) Halo!
Fretka: (sprzed domu) Mama?
Linda: Tak córciu?
Fretka: Chciałam się tylko upewnić, że przyjedziecie do naszej rezydencji na czas.
Linda: Fretka, chyba nie dzwonisz żeby mi powiedzieć, że twoi bracia znów coś zbudowali, prawda?
Fretka: Nie mamo, przecież nie zwariowałam. (Śmieje się psychicznie.) Zdążycie?
Linda: Już dojeżdżamy. Powinniśmy być za kilka minut
Fretka: ¡Perfecto! Avie, mamo! (Rozłącza się.)
Linda: Ciekawe co mam zobaczyć tym razem? Coś niewidzialnego, czy coś nieistniejącego? (Rodzice dojeżdżają do domu.)
Fretka: To nie wiarygodne!
Linda: (Odsłania się szyba w samochodzie.) Co się stało?
Fretka: To prawda! Panie i panowie, zatem bez zbędnych wstępów przedstawiam! (Odsłania kurtynę, za którą jest miasto wybudowane przez Fineasza i Ferba.) To na co wszyscy czekali!
Reporter: Metafora, by powrócić do prostego trybu życia, i prostych wartości! (Ludzie wiwatują.)
Fretka: Właściwie nie o to chodziło.
Reporter: Ha! Idealna metafora jak historia uczy nas lepszej przyszłości!
Fretka: Niezły pomysł, ale nie.
Reporter: A więc to metafo...
Fretka: Nie wszystko bywa metaforą!
Linda: (Wychodzi z samochodu do córki.) Fretka, co się tutaj u licha dzieje?
Fretka: Więc, kojarzysz te wszystkie dni, kiedy mówiłam ci, że Fineasz i Ferb coś kombinują?
Linda: Tak kojarzę.
Fretka: To właśnie jeden z takich dni.
Linda: (Zaczyna się wkurzać.) FINEASZ!! FERB!! DO MNIE, NATYCHMIAST!!
Fineasz: (Razem z przyjaciółmi siedzi w salonie i ogląda telewizję.) Ej, mama wróciła!
Linda: Przepraszam córeczko, teraz widzę, że te wszystkie bzdury, które wymyśliłaś, były prawdą.

(Na polu do mini golfa Roger dochodzi w szybkim tempie do 9 dołka.)
Roger: Niesamowite, już dziewiąty dołek! A mam wrażenie jakbyśmy dopiero zaczęli.
Dundersztyc: Hi, ale ubaw! Ta maszyna ma tylko jedną, malutką wadę. W każdej chwili może nagle przerwać kontinuum czasoprzestrzeni, a kto wie, może i zniszczyć cały wszechświat. Ale, no wiesz, golf. Phi, i tak mam go dość. (Wpisuje w inatorze kolejne dane.) Co byś powiedział na drobne przyśpieszenie? Aaaaa! (Pepe niszczy Inator Dundersztyca kijem do golfa i czas cofa się do początku odcinka.) Co czy ty oszalałeś?! Śełalaszo yt yzc oc...


(Przed domem Linda krzyczy na Fineasza i Ferba.)
Linda: Dość tego! Dostajecie szlaban...(Czas zaczyna się cofać.) nabalsZ..... !oget ćśoD...

(Wszystko się cofa do początku i ukazują się sceny nie ujęte w odcinku przedtem.)

(Przed ratuszem, burmistrz ogłasza zwycięzcę na burmistrza dnia.)
Roger: A zatem, panie i panowie, z wielką dumą przedstawiam zwycięzcę tegorocznego konkursu na burmistrza dnia.

(Na polu do golfa Dundersztyc czeka na Rogera.)
Dundersztyc: Ach, dlaczego ten Roger się znowu spóźnia? Dobrze, że zabrałem Wszystko-Przyśpieszaczo-Inat..... ejejej, co ty wyprawiasz? (Kosmita z innego wymiaru niszczy Inator Dundersztyca młotkiem i zmienia kontinuum czasowe.)
Kosmita: Ooooooo!

(Przed ratuszem)
Roger: Przed państwem ikona naszego miasta, Stary Wariat!
Stary Wariat: (Podchodzi do lady.) Zarządzam, jeśli znajdziecie złoto, to moje! (Spluwa.)
Widownia: Wiwat, nich żyje złoto warta metafora! Chwila, chyba mieliśmy to zrozumieć dosłownie.
Fretka: Pfff, ja miałam wygrać.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki