Fandom

Fineasz i Ferb Wiki

Ogródkowy miszmasz/scenariusz

< Ogródkowy miszmasz

1150stron na
tej wiki
Dodaj nową stronę
Dyskusja0 Udostępnij

Fineasz i Ferb tworzą nowy wynalazek, używając części ze swoich poprzednich projektów. Gdy Fretka próbuje ich przyłapać, mama jest zbyt zmęczona pieczeniem placków cały dzień i nie potrafi odkryć, co córka chce jej pokazać. Dundersztyc zamierza popsuć wzrok wszystkich w Okręgu Trzech Stanów.

Ogródkowy miszmasz Edytuj

(Odcinek zaczyna się przy garażu.)
Buford: Chłopaki, możecie rozwiązać za nas fust? No i najchętniej na moją korzyść. Jeśli wegetarianie zostają zombie, to czy zaczynają zjadać ludzi? (Odnosi się do Baljeeta) Pan Mądrala wciska mi kit, że nadal by jedli tylko warzywka.
Baljeet: Ale jakby nie było, to wegetarianie.
Fineasz: Na pewno jedli by główki sałaty, barszcz z uszkami...
Baljeet: Lub paluszki rybne.
Buford: Marchwiowe nóżki. (Baljeet patrzy na jego z dziwieniem.) Co? Warzywa nie mają nóżek? Gdzie wy kupujecie marchwie?
Izabela: Cześć Wam. Co robicie?
Fineasz: Rozwiązujemy problemy tego świata.
Baljeet: Zombie wegetarianie są światowym problemem?
Fineasz: Jeszcze nie, ale recykling tak. Zostało nam sporo części po tymczasowych wynalazkach i właśnie zastanawiamy się co z nimi zrobić.
Buford: Moja mama zawsze rzuca wszystkie resztki do gara i robi wielką zapiekankę. (Do Izabeli) Lepiej najpierw nią zjeść, a dopiero potem pytać.
Fineasz: Już wiem! Z pozostałych części zrobimy wynalazkową zapiekankę. Ferb, wiem już co będziemy dzisiaj robić! Ej, gdzie jest Pepe?
Parry Gripp: Jestem tutaj.
Fineasz: To przecież Parry Gripp dla przyjaciół Pepe!
Parry Gripp: Co u Was słychać?
Fineasz: Słychać całkiem nieźle. Ale my, szukaliśmy naszego Pepe Dziobaka.
Parry Gripp: Ups. (Wychodzi.) Przepraszam za nieporozumienie.
Fineasz: (Do kamery) Sensacja Internetu Parry Gripp, panie i panowie! (Do Ferba) No, to gdzie jest nasz Pepe?

(Scena przenosi się do kuchni, Linda daje Pepe placki, a Pepe je zjada, ma czerwona usta i nie wygląda dobrze)
Linda: (Daje spalony placek Pepe.) O, Pepe! Masz, proszę! (Pepe nichętnie je placek.) Spaliłam kolejne ciasto. Takie są konsekwencje zerwania całej nocy. Muszę się jakoś zorganizować. Pepe przygotuj się na dokładkę. (Pepe ma inny wygląd twarzy.)
Lawrence: Czerwona, żółta skóra. Czerwona, żółta skóra. Czerwona, żółta skóra. Czerwona...
Linda: Lawrence, co ty wyprawiasz u licha?
Lawrence: O, po prostu ćwiczę aparat mody przed moim wystąpieniem przed zarządem Miejskiego Muzeum. Masz może ochotę na małą próbkę.
Linda: Ogromną, kochanie! Ale czeka mnie mnóstwo pieczenia jeśli chcę wyrobić torby na festyn żyj i pozwól upiec.
Reklama: Żyj i pozwól upiec! Charytaktywny.
Linda: Może Fretka będzie lepszą publicznością.
Lawrence: Hm? Niezły pomysł. Nastolatki przecież uwielbiają długie przemowy.
Linda: Dobra. Co ja niby... (Pachnie coś i otwiera piekarnik.) O nie! (Wyjmuje spalony placek.) No, cóż, Pepe zdaje się, że czeka cię kolejna por.... Ej, gdzie jest Pepe?
Parry Gripp: (Mówi zza okna.) Jestem tu!
Linda: Nasz dziobak.
Parry Gripp: Ups, nie chciałem się narzucać. (Wychodzi.)

(W kryjówce Pepe. Pepe siada wielkim brzuchem na krzesło.)
Major Monogram: Witaj, Agencie P! (Pepe terkocze ze znudzeniem.) Zgadnij, kto ma dzisiaj urodziny. To nie Carl i ty również nie. Dobra, dobra. Ja mam! (Dmucha w kołatkę.) Smacznego Agencie P! (Przed Pepe pokazuje się stół z kawałkiem tortu i świeczki.) (Pepe nie chce tort.) Nie przepadasz za tortami? Trudno. Zauważyliśmy ostatnio spore wpływy na konto bankowe Dundersztyca. Dowiedz cię o co w tym chodzi. Carl, czy możemy już śpiewać?
(Carl przychodzi.)
Carl: Łączę się właśnie ze wszystkimi Agentami. Nie było nas stać na wykupienie prawdo, tej słynnej piosenki, więc skomponowaliśmy własne sto lat. (Wszyscy Agenci pojawiają się na monitorze. Carl dmucha w gwizdek) I raz! I dwa! I trzy! (Wszyscy Agenci śpiewają to co mówią, a Pepe tymczasowo się wymyka.)
Carl: Sto lat!
Major Monogram: (Płacze.) To było piękne, panowie!

(Scena przenosi się do salonu gdzie Lawrence czyta monolog, a Fretka słucha.)
Lawrence: (Czyta.) "Dziękuje, że przybyliście tu dzisiaj, aby wysłuchać mojego wykładu o historii starożytnego plemienia Ornithorhynchan. (W tym momencie Fretka próbuje zasnąć.) Ornithorhynchanci byli społeczeństwem chcący dziobaki znani byli tego, że do swoich przeróżnych tańców i rytuałów malowali się na zielonkawo i zakładali dziobakowe kostiumy".
Fretka: (Patrzy na zegarek.) O, wiesz co tato? Przypomniałam sobie, że miałam z przyjaciółmi zrobić wielką ludzką piramidę. W prawdzie powiedziałam im najpierw, żeby wybili to sobie z głowy. Ale jednak czuję, że muszę im pomóc. Muszę lecieć. Przemowa jest świetna, ale dodać definitywnie ją ciut doprawić.
Lawrence: Doprawić? Jak to się mówi mógłbym ją podrasować! Ożywić! Ożywić! Ożywić! Ha ha! To będzie dobre!

Oto jest Spółka Zło Dundersztyca!
(Pepe puszcza lotnię. Dwa mechaniczne ramiona łapią Pepe i siedzi na fotelu okulistycznym.)
Dundersztyc: Pepe Panie Dziobaku, jakże miło cię widzieć! Będziesz mieć szczęście jeśli cokolwiek zobaczysz gdy... Ups. Prawie przeszedłem do finału, a przecież powinienem objaśnić mój niecny plan. Zapomnij, że o tym mówiłem. Bzy! I nie ma! Jak, wtedy gdy trafiłem cię Umysło-Bzykatorem. Bzynik-Inatorem. Czy jakoś tak. Do rzeczy. Pewnie jesteś ciekaw, czemu siedzisz w fotelu okulistycznym. Zdaje się, że ostatnio los bardzo się do mnie uśmiechnął. Kilka moich pomysłów wykorzystano w sprzędzie do badania wzroku.
(Retrospekcja.)
Dundersztyc (narrator): I teraz dostaje tantiemy za napęd. Owszem kasa płynie i w ogóle. Ale irytuje mnie fakt, że mój wynalazek służy w dobrym celu.
(Koniec retrospekcji.)
Dundersztyc: Ach, chyba wiesz co mam na myśli? Więc, dlatego wymyśliłem Jak-Za-Mgło-Widziator! Każda trafiona osoba widzi chwilowo jak przez mgłę. Dzięki temu ludzie częściej będą chodzić na badania wzroku. A ja zarobię jeszcze więcej pieniędzy, które wydam na jakiś niecny plan. Więc, wiesz rachunki się tak jakby wyrównają. A ty Pepe Panie Dziobaku będziesz moim pierwszym królikiem doświadczalnym. (Dundersztyc kładzie sprzęt na Pepe.) Dobra, połóż dzióbek na tej podbródce. (Wyjmuje chustę z fartuchu.) O i pozwól, że przetrę ci soczewki. Trochę się zatłuściło. Dobrze, unieść troszeczkę głowę. O i bardzo dobrze! Idealnie! Dobra, a to moje cudeńko! Będziesz mieć szczęście jeśli cokolwiek zobaczysz gdy mój Jak-Za-... Wiesz, ten tekst miał siłę powszednią w kontekście, ale teraz brzmi po prostu idiotycznie. (Uruchamia Inator.) No dobrze poczujesz lekki podmuch powietrza. (Szary dym strzela w Pepe.) Teraz promień oślepiający. (Czerwony promień strzela w Pepe.) No i jak? Udało się? (Pepe widzi zezowato. Widzimy rozmazanego Dundersztyca.) Dlaczego tak krzywo na mnie patrzysz? Udało się czy nie? (Pepe wzrusza ramionami.) Ach, zdaje się, że sam będę musiał to sprawdzić. Dobra. Trzy kroki do tyłu... (Szary dym i czerwony laser strzela w Dundersztyca.) Wooooah! Teraz już widzę, że nic nie widzę. U-Udało się! (Macha ręką przed twarzą.) Jakby nie patrzeć odniosłem sukces! (Pepe ucieka z pułapki.) Ej, Pepe gdzie się podziałeś Pepe Panie Dziobaku? (Pepe próbuje kopnąć go w twarz, ale pudłuje.) Ej, czy to ty coś mówiłeś?

(Scena przenosi się do ogródka, gdzie po całym ogródku są resztki.)
Fineasz: Brawo, Baljeet!
Baljeet: Znalazłem suwaki logarytmiczne z wystawy matematycznej.
Izabela: Ja znalazłam kilka wieszaków z kosmicznej wieżo szafy i starą sportową bluzę.
Fineasz: Super! Możemy strzelić w ją naszym Powiększaczem i będzie to genialny spadochron.
Buford: Znalazłem tacki po kolosalnym pikniku i spadochron z wyścigu Rasterów.
Fineasz: Super! Możemy strzelić w jego naszym Zmiejszaczem i będzie to genialna bluza. Te wszystkie rzeczy bardzo się przydadzą. Szkoda tylko, że Pepe tego nie zobaczy.
Parry Gripp: Zobaczy, zobaczy. Przyniosłem trochę starych strun gitarowych.
Fineasz: Wow. Hehe. Dzięki! Ale...
Parry Gripp: Chodziło ci o Waszego dziobaka, tak?
Fineasz: Owszem. Ale jesteś w samą porę. Właśnie mieliśmy zacząć piosenkę!
Parry Gripp: No, dobra. To możemy zaczniemy tak?

(Piosenka Ogrodowy miszmasz.)
Parry Gripp: Widelców
Małe wiadro weź i starą beczkę też,
Może być zepsuty gaźnik, balonówa, może dwie,
Mały silnik i kaczuszka, i ogromna picia puszka,
Szkolna bluza wujka, która pachnie jak wydmuszka
Co tylko chcesz to bierz i zamontuj byle gdzie,
Zaklej długą mocną taśmą by nie rozleciało się,
To jest...

Nasz ogrodowy miszmasz!
Dzieci: Ogrodowy miszmasz!
Parry: Ogrodowy miszmasz!
Dzieci: Ogrodowy miszmasz!

Parry: Może być
Mały sprzęt AGD, tarantula z gumy też,
Dziwny ziemniak, co wygląda tak jak wampir
Albo jeż. Medalion, małe gniazdko elektryczne lub klocetas,
Zjeżdżalnia bez drabinki i kosmiczna rakieta,
Spawanie, budowanie, kreowanie, świrowanie
Czaszka zaraz eksploduje, ale ja się świetnie czuję
Bo mam...

Ogrodowy miszmasz!
Dzieci: Uuu-uuu, ogrodowy miszmasz!
Parry: Ogrodowy miszmasz!
Dzieci: Uuu-uuu, ogrodowy miszmasz!
Parry: Ogrodowy miszmasz!

(W Spółce Zło Dundersztyc i Pepe prowadzą beznadziejną walkę.)
Dundersztyc: No, to teraz Cię mam, Pepe Panie Dziobaku! (Dundersztyc i Pepe przebiegają obok ciebie i Dundersztyc uderza krzesło.) Panie Dziobaku, kazałeś się wytapiscerować?

(W ogródku. Dzieci się bawią w ogrodzie.)
Ogniki: Weeeee!
Irving: O rany!
Buford: Prawdę mówiąc to jest ciut żałosne. (Mówi do kogoś poza ekranem.) Ej, możecie to dwukrotnie pokręcić? Tak! Buford uwielbia takie rzeczy. (Tam gdzie siedzi Buford i Irving to kto skacze do góry i na dół. Scena przenosi się do dzieci, gdzie są na bluzowym spadochronie.)
Chłopiec: Ten spadochron dziwnie pachnie.
(Fineasz i Ferb są na dziwnym slajdzie. Zjeżdżają ze zjeżdżalni i są na górze w gumach.)
Uuu-uuu ogrodowy miszmasz!
Fineasz: Taaaaaaak! Niezłe zastosowanie starych gum Buforda. Juhu! Woohoo! Woah-woah-woah-woah!
Ogrodowy miszmasz!
(Chłopcy są już na dole.)
Fineasz: Ale była frajda! Szkoda tylko, że Pepe tego nie widział. Był by zachwycony.
(Parry Gripp też jest na dole.)
Parry Gripp: Jestem zachwycony! Nigdy tak dobrze się nie bawiłem. Fajnie było! Ale niestety muszę już zmykać. Na razie! (Wychodzi.)
Ferb: Dziobakiem to on nie jest, ale fajny z niego facet.

(W Spółce Zło.)
Dundersztyc: Chyba powinienem mógł pomyśleć zanim zamgliłem sobie oczy. To było krótkowzroczne z mojej strony. Ej, czy mógłbyś zrobić to jeszcze raz "digga-digga-digga-digga-digga", bo nie mogę cię... (Pepe go uderza.) Auł! Miałeś teraz wielki fart. Pepe Panie... (Pepe go uderza.) Auł! (Dundersztyc wymachuje rękami.) Chwila! Muszę jeszcze raz się postrzelić i wzrok znów mi się wyostrzy. I będę mógł na jego skoczyć. (Pepe na jego skacze.) Ej, no! Skoczyłeś na mnie! Użyłeś przeciw mnie mojej własnej taktyki. Ech, co za ironia losu. (Dundersztyc idzie na wiadra.) No, wiesz? Ustawiłeś wiadra? To mnie nauczy, żeby już nigdy nie przynosić tutaj więcej wiader.

(W kuchni. Linda dalej spala placki.)
Linda: Och, kolejna porażka. Proszę, bardzo Pepe. (Odwraca się.) O, tutaj jesteś! A jak się tutaj niby drapałeś? (Odkłada placek i myśli, że to Pepe.) No, przecież to tylko chleb. Haha! (Ściera oczy.) Ach, jestem taka zmęczona, że zaczynam mieć objawy. (Chleb przemienia się w małego człowieka, który tańczy. Placki zaczynają śpiewać.)
(Piosenka Hop do pieca będzie heca!)
Placek 1: Hop do pieca będzie heca!
Placek 1 i 2: Hop do pieca będzie heca!
Placek 1, 2 i 3: Hop do pieca będzie heca!
Bęc!
Linda: Dobra! Mam dosyć! (Wyjmuje telefon.) W dodatku sama nie wierzę, to co za chwilę zrobię.

(Na polu gdzie jest ludzka piramida.)
Fretka: Halo?

(W kuchni.)
Linda: Nie chciałabym ci przeszkadzać w zabawie córciu, ale...

(Na polu.)
Linda: (Przez telefon.) ...musisz mi pomóc przy ciastach. Jestem tak zmęczona, że zaczynam widzieć dziwne rzeczy.
Fretka: Dziwne? Tak! Za chwilę będę! (Wychodzi z piramidy. Piramida się rozwala.) To częściowo moja wina.

(W kuchni.)
Linda: (Ziewa.) W takim stanie nie da się niestety gotować. (Widzi Lawrence'a, on wydaje jakieś dźwięki.) Dłużej tutaj nie wytrzymam.
Lawrence: Myślałem, że zrobię trochę lepsze wrażenie. Muszę jeszcze doprawić moją przemowę! Doprawić! Dopra... Auł! Zdaje się, że właśnie skręciłem łokieć!

(Na zewnątrz.)
Linda: Może łyk świeżego powietrza mnie odświeży.
Ogrodowy miszmasz!
Fineasz: Cześć, mamo!
Linda: Fineasz?!
Ogrodowy miszmasz!

(W Spółce Zło. Dundersztyc trzyma Inator.)
Dundersztyc: Dobra! Znalazłem! W porządku. Jeszcze tylko trzy kroki do tyłu. Jeden.. Dwa... (Dundersztyc spada razem z wiadrami, a Inator strzela w przedmieścia.) Co robiły tutaj te wiadra? A niech cię Pepe Panie Dziobaku! (Pepe strzela w siebie i niszczy Inator mechaniczną ręką.)

(W ogródku.)
Fretka: (Chichocze.) Będę o tym pisać w książkach! (Otwiera bramę.) Jestem, mamo! (Laser z Inatora strzela w Fretkę.) O co chodzi?
Linda: Fretka, czy ty widzisz to samo co ja? (Fretka widzi rozmazany miszmasz.)
Fretka: Ale ja... nic nie widzę.
Linda: Mam dość! (Wychodzi.) Idę się położyć!

(Dundersztyc spada na wielki model okularów.)
Chłopiec w bejsbolówce: Tato, widzę wszystko ostro i wyraźnie!
Tata chłopca: Ktokolwiek wymyślił tą okulistyczną maszynę musi być osobą, która całe życie poświęciła, aby czynić dobro!
Dundersztyc: No nie!
Tata chłopca: Nie zwracaj uwagi na tego wisielca.

(Na scenie.)
Spiker: Panie i panowie! A teraz Lawrence Fletcher wygłosi wykład o historii plemienia Ornithorhynchan. (Kurtyna się otwiera.)
Lawrence: Dziękuje, że przybyliście tu dzisiaj, aby wysłuchać mojego wykładu o historii starożytnego plemienia Ornithorhynchan. Ornithorhynchanci byli społeczeństwem...
Jeff "Swampy" Marsh: Dlaczego on ma rękę w gipsie?
Dan Povenmire: Gips cię najbardziej zastanawia?

Zakończenie Edytuj

Linda: Ta drzemka to był świetny pomysł. Czuję się o wiele lepiej. (Widzi wynalazek.) (Okłada kawałek tortu.) Chyba raczej wrócę do łóżka.
(Piosenka Ogrodowy miszmasz.)
Parry Gripp: Widelców
Małe wiadro weź i starą beczkę też,
Może być zepsuty gaźnik, balonówa, może dwie,
Mały silnik i kaczuszka, i ogromna picia puszka,
Szkolna bluza wujka, która pachnie jak wydmuszka
Co tylko chcesz to bierz i zamontuj byle gdzie,
Zaklej długą mocną taśmą by nie rozleciało się,
To jest...

Nasz ogrodowy miszmasz!
Dzieci: Ogrodowy miszmasz!
Parry: Ogrodowy miszmasz!

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej w Fandom

Losowa wiki