Fandom

Fineasz i Ferb Wiki

Ostatni pociąg do wpadki/scenariusz

< Ostatni pociąg do wpadki

1150stron na
tej wiki
Dodaj nową stronę
Dyskusja0 Udostępnij

Podczas wizyty u dziadków, Fineasz i Ferb postanawiają zbudować wielki balon wypełniony gorącym powietrzem. Tymczasem Fretka, zainspirowana przez inżyniera kolejowego Glendę, postanawia zmienić swoją postawę i zrezygnować z przyłapywania braci. Po drugiej stronie miasta, doktor Dundersztyc znajduje jajo ptaka dodo i przekonany, że wylęgnie się z niego wielki ptasi potwór, postanawia podbić z jego pomocą Okręg Trzech Stanów.

Ostatni pociąg do wpadki Edytuj

(U dziadków Fineasza.)
Izabela: (Do Fineasz) Miałeś rację, tu jest przepięknie.
Baljeet: Tak, to bardzo miło, że zaprosiliście nas do swoich dziadków. (Unika piłki, którą Buford rzucił w jego stronę.) To nie fair! Prawie mnie trafiłeś.
Buford: To nie fair! Celowałem w ciebie przez pół minuty i nie trafiłem.
Fineasz: Cześć Fretka, jakieś plany na dziś?
Fretka: Cóż, zapewne spróbuję was przyłapać, znowu! I znowu mi się nie uda. Kolejny punkt w moim paśmie wakacyjnych porażek i rozczarowań.
Fineasz: Ej Ferb, słyszałeś? Fretka już wie co będzie dzisiaj robić.

(W salonie w domu dziadków, dziadek i Lawrence siedzą w niezręcznej ciszy.)
Clyde: Co..eh.. słychać na rynku antyków?
Lawrence: Och, nie narzekam, wiesz jak mawiają w tej naszej antykowej branży.
Clyde: Eh, czyli jak?
Lawrence: Czyli co?
Clyde: Jak mawiają w tej waszej antykowej branży?
Lawrence: Och, ja tak nie mawiam, ale inni tak.
Fineasz: (Razem z Ferbem odwiedza mężczyzn.) Cześć tato, cześć dziadku, chyba wam nie przeszkadzamy?
Clyde: Skądże chłopcy, chodźcie do nas.
Fineasz: Właśnie rozmawialiśmy o tym jak zbudowałeś balon i wygrałeś nim największy wyścig w historii. Opowiedz to jeszcze raz.
Clyde: Pewnego dnia poszedłem do stodoły, zbudowałem balon i wygrałem nim największy wyścig w historii.
Fineasz: Wow!
Ferb: Poczułem się tak, jak bym tam był.
Fineasz: Chodźmy Ferb, wiem co będziemy dzisiaj robić. W razie czego, będziemy w stodole. (Odchodzi z Ferbem.)

(Dzieci wchodzą do stodoły.)
Fineasz: Super! Tylko spójrzcie na te skarby. Ej, gdzie jest Pepe?

(Pepe dostaje się do kurnika i naciskając jedną grzędę dostaje się do bazy.)
Major Monogram: Witaj Agencie P! Po wielodniowych badaniach i analizach komputerowych, odkryliśmy, że Okręg Trzech Stanów cierpi na bezprecedensowy niedobór kurzych jaj. (W bazie pojawia się kura i gdacze.) Masz się dowiedzieć dlaczego. Życzę powodzenia. (Pepe odchodzi.) (Do kury.) Ej ty, nie słyszałaś mnie? Znieś kilka jaj.

(W kuchni Linda tworzy lemoniadę z Betty Jo.)
Betty Jo: (Linda chce posolić lemoniadę.) Wow! Wow-wo-wow! Stój! Zakładam, że chciałaś cukier. Chyba że to słona lemoniada.
Linda: Ach, nie wzięłam szkieł kontaktowych. Bez nich jestem ślepa jak kret. (Słychać pukanie do drzwi, a Betty daje Lindzie swoje okulary.)
Betty Jo: Masz, to moja zapasowa para.
Linda: (Zakłada okulary.) Wow! Teraz wszystko jest rozmazane inaczej. (Do domu przychodzi Glenda.)
Betty Jo: Cześć kochana, zapraszam. Zapewne pamiętacie Glendę? (Do kuchni przychodzi Fretka.)
Linda: Oczywiście. Glenda była pierwszą kobietą-maszynistą w Okręgu wszystkich Trzech Stanów.
Betty Jo: Niestety, pociąg ma zostać rozebrany. Dzisiejszy kurs będzie ostatni.
Glenda: I wiecie co? Podjadę nią pod wzgórze Gerchalda.
Betty Jo: Jest tak strome, że żaden pociąg jeszcze nigdy pod nie nie podjechał.
Glenda: wszyscy tak mówią, ale ja tam się nie poddam.
Betty Jo: Tak jak wtedy, gdy zostałaś maszynista.
Glenda: Dokładnie. Mówili odpuść sobie, ale ja nie odpuszczam. Ja nie jestem z tych co odpuszczają. I udowodnię, że ten pociąg podjedzie pod to wzgórze. Chcecie się ze mną przejechać?
Betty Jo: Wszyscy pojedźmy!
Linda: Będzie zabawnie.
Glenda: Dobra, odjazd punktualnie o dziesiątej. Na razie! (Wychodzi.)
Betty Jo: (Do Fretki.) Prawda, że z niej niezły numer? Ona nie wie co to znaczy się poddać. (Odchodzi.)
Glenda (w myślach Fretki): Poddać bla-bla, Poddać bla-bla-bla, Poddać bla-bla-bla, poddać.
Fretka: To takie proste, (Patrzy na swoją listę.) Dlaczego wcześniej nie przyszło mi to do głowy. Poddam się!

(Piosenka Odpuść!)
Męski głos: To wstyd żaden zawahać się,
kiedy zewsząd czujesz presję co dnia.
Rzeczywistość może ściąć czasem z nóg,
gdy trudności przerastają nas.
I choć codziennie planujesz, zakładasz i knujesz,
nie udaje się, lecz z zapałem wciąż próbujesz.

Odpuść!
I tak zbyt długo wierzyłeś w to,
wszyscy w głowę się mocno pukali.
Odpuść!
Ja wiem, że swoje racje miałeś,
lecz wszyscy dookoła ciebie nawet nie próbowali.
Odpuść.

I znowu walisz bez sensu biedną głową w mur,
same rany i siniaki znów masz.
(Rany i siniaki znów masz)
Tylko szaleńcy powtarzają nie myśląc to samo
i w dodatku często się samookaleczają.

Odpuść!
Na deski ringu ręcznik rzucić czas
i białą flagę wciągnąć na maszt.
Odpuść!
Lecz się nie załamuj jeśli sobie odpuścisz.
Z uniesioną głową idź prosto w świat.
Odpuść i się baw!
Poddaj się, poddaj się...

Poddam się!
Fretka: A jak zacznę to chyba nigdy nie skończę!
Poddam się!
Fretka: Nie zapłaczę nad mlekiem, bo go nie wyleję!
Poddam się!
Fretka: Nie myli się, kto nic nie robi!
Poddam się!
Fretka: Nawet wcale się nie będę wysilać!
Poddam się!
Fretka: Będę się tylko tak bujać...
Poddam się!
Fretka: ...w tym hamaku
Poddam się!
Fretka: ...Cały dzień.
Ach! Tutaj jest przepięknie!

(W stodole dzieci skończyły budować balony.)
Fineasz: Uwaga wszyscy, zaczynamy wyścig. Zapłon! (Wszyscy startują swoje balony i przez dach stodoły wydostają się na zewnątrz.)
Buford: (Jest w balonie z Blajeetam.) Ostatni na szczycie tej góry jest śmierdzącą skarpetą.
Izabela: (Do Fineasz) Czołem, jak leci?
Fineasz: robimy trzy węzły.
Izabela: tak czułam, ja robię sześć. Widzimy się na szczycie ślimaki. (Wszyscy wyprzedzają Baljeeta i Buforda.)
Buford: Ej, zostajemy w tyle. Co się dzieje?
Baljeet: Najwyraźniej spowalnia nas zbędny ciężar.
Buford: Tak, trzeba się pozbyć balastu. (Wyrzuca Baljeeta z balonu zawieszonego na linie.)
Baljeet: Aaaaaa! Ale w ten sposób nie pozbyliśmy się balastu.
Buford: Ale ja pozbyłem się kujona.
Baljeet; (Uderza o stodołę.) Ał! (Uderza o drzewa.) Ał! Ał! Aał!
Buford: Uwaga, puma! (Puma atakuje Baljeeta.)
Baljeet: Aaaaaa!

Letni domek Dundersztyca!
(Pepe odwiedza Dundersztyca.)
Dundersztyc: (Znużony.) Toż to Pepe Pan Dziobak. Mam nauczkę, żeby więcej nie brać ze sobą na urlop pracy. (Łapie Pepe do wielkiego jajka.) A oto pułapka. Zaczyna mnie to już nudzić. A zatem to mój najnowszy Ptako-Dodo-Inkubator, no wiesz -intor. dzięki temu cacku mogę zamienić każde jajko w jajko ptaka Dodo. Gdy się wyklują, skieruję moją okrutną armię ptaków Dodo na Okręg Trzech Stanów. Nie wiem w prawdzie jak one wyglądają, ale wymarły jak dinozaury, więc tylko pomyśl. (W retrospekcji wyobraża sobie ptaka Dodo jako monstrum niszczące miasto.) Wielkie wymarłe dino-potwory siejące strach i spustoszenie! Ach! A wiesz, nagle poczułem się o wiele lepiej.

(Betty Jo, Linda i Fretja wsiadają do pociągu.)
Betty Jo: Bardzo chętnie ci pomożemy. Powiedz co mamy robić.
Glenda: Rozsiądźcie się wygodnie i podziwiajcie piękne widoki.
Fretka: Nic nie robić, nie ma problemu.
Glenda: Wszyscy wsiadać! Przed nami wzgórze Gerchlada. (Pociąg startuje.)
Mężczyzna: Hahaha, od razu powinnyście się poddać.
Mężczyzna 2: Tak poddać, Wohooo!
Glenda: Czołem chłopcy, macie posprzątać swój pokój.
Mężczyźni: Tak mamo.
Mężczyzna: To przez ciebie.
Mężczyzna 2: Cicho bądź.

(Na wyścigu balonów)
Fineasz: (Do Ferba) Na razie idziemy łeb w łeb.
Baljeet: (Do Buforda) Musimy nabrać prędkości.
Buford: Dobra, więc go wyrzucę. (Wyrzuca sztucznego miecznika.)
Baljeet: po co w ogóle zabrałeś tego miecznika?
Buford: To był marlin. (Miecznik odbija się od gałęzi i pęka balon Baljeeta i Buforda.)
Baljeet: O nie!
Buford: Pomocy, ludzie!
Fineasz: Ferb? (Ferb rzuca chłopakom linę, dzięki której wciąga ich na swój pokład.)

(W pociągu Linda i Betty Jo grają w karty, a Fretka odpoczywa.)
Linda: Wyglądasz na mocno odprężona, jak jest?
Fretka: Rozkoszuję się wycieczką i nie martwię się co robią Fineasz i Ferb.
Linda: I dobrze córeczko, bo mam karetę!
Betty Jo: Ale gramy w remika.
Linda: Naprawdę?

(Dundersztyca zamienia jajko w Dodo.)
Dundersztyc: To działa! To działa! To fantastyczne, niesamowite! To... (Z jaja wychodzi zwykłe Dodo.)
Dodo: Bla-bla-bla! Nor!
Dundersztyc: Więc, eeee? Miał być ciut bardziej przerażający.
Dodo: Nar!
Dundersztyc: Niby jak mam zawładnąć Okręgiem Trzech Stanów dzięki stadu takich pokrak. (Pepe uwalnia się z pułapki.) A kto się ich przestraszy? Kto zadrży? No nie! Będziesz musiał zaczekać , Pepe Panie Dziobaku, bo najpierw muszę się rozprawić z tym czymś. Wygląda jak wielki indyk na święto Dziękczynienia. (Dodo atakuje Dundersztyca.)
Dodo: Nor! Nor! Nor!
Dundersztyc: Dokładnie jak święto Dziękczynienia!

(W pociągu Fretka odwiedza Glendę.)
Fretka: Cześć Glendojak tam ciuchcia?
Glenda: Daje radę! Pięknie wyglądasz.
Fretka: O tak, czuję się wspaniale, odkąd posłuchałam twojej rady i sobie odpuściłam.
Glenda: Co proszę?
Fretka: Przez całe lato próbuje przyłapać moich braci, ale dzięki tobie odpuściłam sobie i wreszcie się odprężyłam.
Glenda: Więc z całej mojej przemowy jak się nie poddawać, zrozumiałaś, że trzeba się poddać.
Fretka: Często powtarzałaś słowo poddać.
Glenda: Faktycznie powtarzałam.
Fretka: Eh Glendo, Glendo! Pociąg zaczął zwalniać.
Glenda: Rzeczywiście, pewnie skończył się węgiel,zdarza się. (Siada z fajką.)
Fretka: Co?! Nie poddawaj się! Bez węgla nie ma pary, a bez pary nie wjedziemy na szczyt.
Glenda: Eh...
Fretka: Musimy coś wymyślić. Brak nam paliwa. Wiem! Mam pomysł, który może się udać... i bardzo dobrze wiem co kombinujesz! Zaraz wracam! (Biegnie na koniec pociągu i rozmontowuje go.)
Linda: Energia wręcz ją roznosi.
Fretka: (Idzie do Glendy ze stosem drewna, które wrzuca do pieca.) Tak z czystej ciekawości, co jutro stanie się z tym pociągiem?
Glenda: No jak to, zostanie rozebrany na części, a co?
Fretka: Nie ważne.

(Lawrence i Clyde siedzą w niezręcznej ciszy w salonie.)
Dundersztyc: (Za oknem ucieka przed Dodo.) Aaaaaaa!

(Fretka rozmontowuje cały pociąg.)
Linda: (Do Betty Jo) Przypomnij mi w co gramy?
Fretka: (Kończy pracę, a pociąg dojeżdża na wzgórze.)

(Na wyścigu balonów)
Izabela: Cześć Fineasz, co robisz ciekawego?
Fineasz: Lina się poluzowała, toche ją... (Zauważa Izabelę w swoim balonie.)
Izabela: Może ci pomóc?
Fineasz: Pewnie! Możesz przez chwilę potrzymać ster?
Izabela: Chętnie!
Fineasz: Idealnie!
Izabela: Tak, idealnie.

(Dundersztyc uciekając przed dodo, spada z urwiska.)
Dundersztyc: Aaaaa! (DZieci zauważają ptaka dodo.)
Fineasz: Patrzcie, to ptak dodo! Co jeszcze nam zostało?
Ferb: (Sprawdza listę.) Mózg Frankensteina.
Buford: Tak! Eeee... był w moim balonie.

(Pociąg dojeżdża na wzgórze.)
Fretka: Juhu! Tak, udało się! Wiedziałam, że tu dojedziemy. Wiedziałam!
Glenda: No proszę, proszę.
Fretka: Tak i przestań już udawać. Dobrze wiem, że nie zapomniałaś węgla. Pewnie leży w tej skrzyni, na której siedzisz. Ale teraz już wiem! NIgdy nie należy się poddawać. Dlatego muszę ich przyłapać. Dzięki! (Wychodzi z pociągu.)
Glenda: Mogłam zapomnieć o węglu! Mam sklerozę!
Linda: Zauważyłaś może coś dziwnego?
Betty Jo: Owszem! (Patrzy na sklep z upominkami.) Wszystkie pamiątki za pół ceny!

(Wszystkie balony lądują na mecie.)
Fineasz: Jesteśmy! Wzgórze Gerchalda. Teraz trzeba wylądować.

(Fretka w sklepie zauważa ubrania w styli Fineasza i Ferba.)
Fretka: Dosłownie wszędzie to sprzedają. (Zauważa balony Fineasza i Ferba.) Mamo! Mamo zobacz co robią Fineasz i Ferb! Chodź, szybko! (Zaciąga mamę.) Patrz, patrz! Tutaj, tutaj, widzisz?
Linda: Eh, moment córciu. (Za ubraniami w stylu Fineasza i Ferba widać balony w kształtach głów Fineasza i Ferba, które Linda niedowidząca bierze za chłopców.) Ach, to wy chłopcy. (Odchodzi.)
Fretka: Co? Nie!

(Dundersztyc uciekając przed dodo wsiada do jednego z balonów.)
Dundersztyc: Acha! (Wsiada do balonu.)
Dodo: Nar, nar, nar, nar!
Dundersztyc: Sayonara, dodo! (Odlatuje, a dodo bierze drugi balon i leci za nim.)
Dodo: Nar, nar!
Dundersztyc: Skąd wiedziałeś jak uruchomić silnik. (Odlatują.)


(W sklepie Fretka odsuwa z widoku ubrania w stylu Fineasza i Ferba.)
Fretka: Momo zobacz! To kwestia perspektywy, spójrz! (Fineasz i Ferb podchodzą do Fretki.) Ich tutaj nie ma. To złudzenie optyczne. Oni nie..istnieją! (Zauważa chłopców i ze strachem chce dotknąć Fineasza, by sprawdzić, czy istnieje.)
Fineasz: Cześć Fretka!
Fretka: Aaaaa!
Fineasz: Jak podróż koleją?
Fretka: Poddaję się. (Odchodzi.)

(W napisach końcowych dodo dolatuje do Dundersztyca i skacząc na jego balon przedziurawia go.)
Dundersztyc: Ach, gorszego urlopu w życiu nie miałem. (balon pęka.)
(W muzeum farmera i jego żony.)
Zona farmera: Kupiłeś muzeum biologicznych unikatów, ale nie kupiłeś żadnych biologicznych unikatów! (Do muzeum spada Dundersztyc.)
Dundersztyc: Aaaaa! Eh!No co?! (Do muzeum spada dodo.)
Żona farmera: To rozumiem.
Dodo: Nar, nar, nar! Nar!

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej w Fandom

Losowa wiki