Fandom

Fineasz i Ferb Wiki

Skaczmy/scenariusz

< Skaczmy

1150stron na
tej wiki
Dodaj nową stronę
Dyskusja0 Udostępnij

Fineasz i Ferb tworzą sieć trampolin w Danville, używając do tego przycisku antygrawitacyjnego. Przypadkowo Fretka również zostaje dotknięta działaniem przycisku i zaczyna lewitować na oczach rodziny Jeremiasza. Tymczasem Dundersztyc tworzy Prawdo-Mowo-Inator, który testuje na zawsze szczerym Abrahamie Lincolnie.

Skaczmy Edytuj

(Fineasz, Ferb i Pepe skaczą na trampolinie w ogródku.)
Fineasz: Ej, Ferb! Czy nie byłoby świetnie gdyby dosłownie wszędzie były trampoliny? (Ferb zatrzymuje się w powietrzu.) Wow, Ferb! Odlotowa zawieszka!
Ferb: Antygrawitacja osobista.
Fineasz: Właśnie wpadłem na pomysł! (Znika Pepe.) Wiem co będziemy robić... dzisiaj... Ej... (Zatrzymuje się w powietrzu.) Gdzie jest Pepe?

(Pepe dostaje się do bazy przez ukryte przejście w schodach do piwnicy.)
Major Monogram: A, Agencie P! Dzisiaj rano zauważono jak Dundersztyc wyszedł z domu z listą zakupów. Były na niej 4 rzeczy. Jajka, witaminy, lód i pory, pozornie niewinne jednak widać, że to po angielsku przepis na zło! Dopilnuj, żeby nigdy nie podał tej potrawy. (Pepe opuszcza bazę.)


(Fretka wchodzi do kuchni, w której Linda gotuje.)
Fretka: Wow! Ty też coś poczułaś?
Linda: Dzień dobry!
Fretka: Mmmm.. pysznie pachnie! Wyjmę talerze. (Wyjmuje talerze.)
Linda: Wyjmij 10. Rozmawiałam dzisiaj rano z matką Jeremiasza i postanowiłam zaprosić ich całą rodzinę na brunch.
Fretka: Ej, cała rodzina Johnsonów i cała nasza rodzina tu razem?
Linda: Tak!
Fretka: Mamo, przecież nasze rodziny spotkają się dziś oficjalnie po raz pierwszy!
Linda: Ale nie przejmuj się tak, to tylko zwykły brunch, nic wielkiego.
Fretka: Nic wielkiego?! Chodzę z Jeremiaszem, trzeba zrobić dobre wrażenie. Śniadanie to pestka, ale to jest brunch, brunch! Fikuśne żarcie! Mamo, jak sądzisz, co ta fritata mówi o naszej rodzinie?
Linda: Moja fritata nie jest zła.
Fretka: Do tego mrożony sok! No wiesz! (Wrzuca mrożony sok do dzbanka z wodą.) Ehe... duszno mi, gdzie są papierowe torebki?
Linda: (Otwiera okno do ogródka.) Chłopcy, wiem, że już jedliście, ale czy macie ochotę na brunch?
Fretka: Nie, nie, nie, nie, nie! Tylko przyniosą mi wstyd!
Fineasz: Och, nie możemy! Musimy skoczyć do sklepu po kilka zapasowych części. (Odchodzą.)
Linda: Dobrze! Dwa talerze mniej.
Fretka: Super! W domu jest należyty porządek? (Idzie do salonu.) Zobaczymy? Monster trucki na spód, kultura na górę. (Zamienia gazety.) Tak będzie dobrze! (Zauważa w ogródku maszynę Fineasza i Ferba) O nie, nie, nie! To jest obrzydliwe. Co oni u licha dziś zrobili? (Podchodzi do maszyny.) Maximus antygrawitacyjny, to koniecznie musi zniknąć z ogródka. Ehehehehe! (Ciągnie maszynę i przypadkowo naciska przycisk, przez który lewituje.) Nie, nie, nie, nie, nie! Aaaaaa! (Łapie się drzewa, by nie polecieć wyżej.) Fineasz i Ferb! Tylko nie dziś, nie teraz! (Opuszcza się do maszyny.) Jeśli rodzice Jeremiasza mnie teraz zobaczą, zabronią się nam spotykać! Przecież to musi mieć gdzieś jakiś przycisk cofający! (Wciska co popadnie by wrócić na ziemię.)

(W sklepie Fineasz i Ferb pytają po części.)
Fineasz: Przepraszam pana! Gdzie macie przyciski cofające?
Haney: Tuż za wami, obok przycisków autodestrukcji.
(Dundersztyc szuka przycisku autodestrukcji)
Dundersztyc: O pięknie, z kuponem pół dolara zniżki!

(Z powrotem w ogródku)
(Rodzina Johnson dzwoni do drzwi)
Fretka: No nie, już tu są!
Linda: Fretka, mam pełne ręce, możesz otworzyć?
Fretka: Robi się mamo! (Stara się dolecieć do drzwi trzymając się obiektów.) Wooh!

(Przed domem)
(Zuzia dzwoni do drzwi)
Jeremiasz: No Zuziu, cieszysz się, że zobaczysz Fretkę?
Zuzia: Tak, ja kocham Fretkę!

(Fretce udaje się dojść do drzwi.)
Fretka: Już idę! Jeszcze tylko trochę. (Otwiera drzwi.) Jeremiasz z calutką rodzinką! Witamy w naszych skromnych progach. (Goście wchodzą do środka.)
Pani Johnson: Dzień dobry, Fretko! A gdzie mama? Och! (Fretka zawiesza się pani Johnson)
Fretka: Mama jest w kuchni, proszę pani! Prosto korytarzem!
Pani Johnson: Dobrze! Zatem chodźmy! (Idzie razem z Fretką)
Fretka: Och! Tak się cieszę, że panią widzę, że chyba pani nie puszcze!

(W ogródku Fineasz, Ferb, Baljeet i Buford rozstawili trampoliny.)
Fineasz: Dobra, możemy już zacząć!
Izabela: (wchodzi do ogródka.) Cześć Fineasz, co robicie?
Fineasz: cześć Izabelo, strzelamy w trampoliny promieniem antygrawitacyjnym. Będziemy sobie skakać po całym mieście!
Izabela: Ale dlaczego w trampoliny, a nie w siebie?
Fineasz: Wtedy… nici ze skakania! Strzelaj Ferb! (Ferb uruchamia maszynę i strzela w trampoliny, które zaczynają lewitować.)
Fineasz: Uwaga wszyscy, za mną! (Zaczyna skakać na trampolinach w powietrzu.)
Buford: To jest przecudowne! (Nachodzą mu łzy do oczy.)
Baljeet: Buford, czy ty płaczesz?
Buford: Wcale nie! (Zabiera swoją łzę na oko Baljeet.) To ty płaczesz!

Oto jest Spółka Zło Dundersztyca!
(Pepe wkracza do domu Dundersztyca, ale jedyne co zauważa, to jego inator, młotek, przystawki i dyktafon)
Dundersztyc z dyktafonu: Dzień dobry Pepe Panie Dziobaku! Niestety musiałem na razie wyjść, ale proszę, poczęstuj się! Jajka, witaminy, lód i pory. Nie mam pojęcia czym żywią się dziobaki. Ale czego byś nie robił, nie niszcz mojego, nowego zło-inatora. (Pepe sięga po młotek i zamierza zniszczyć Inator)(Pepe staje na pułapce umieszczonej na pojeździe) Haha, wpadłeś Hahahahahaha! Frajer! (Młotek odlatuje z rąk Pepe i wyłącza dyktafon)
Dundersztyc: (Pojawia się Dundersztyc) Podoba ci się Pepe Panie Dziobaku? To mój nowy Prawdo-Mowo-Inator! Jeden strzał z tego cacka i wszyscy ludzie będą mówić prawdę. Mam też Lincolna, który jest robotem. W zasadzie nie ma konkretnego zastosowanie, jest jedynie ozdobą, ale Lincoln jest uznany symbolem szczerości. No wiesz, stąd jego przezwisko "Uczciwy Abel". Ale dosyć już o mnie. Zadam ci pytanie, czy zastanawiałeś się kiedyś, co tak naprawdę spaja całe społeczeństwo? Nie, to nie współpraca, zaufanie, czy któreś z tych archaicznych,  hipisowskich bredni; to kłamstwa, to wszystkie nasze codzienne kłamstewka. Bo widzisz Pepe Panie Dziobaku...
(Piosenka Kłamstwa.)
Dundersztyc:Kłamstwa spajają społeczeństwa już od wieków
Ludzie kłamią co do wagi i co do swego wieku.

Wciąż kłamią by oszczędzić uraz
By w łóżku zostać też
I kłamią o tym ile w życiu swym naczytali się.

Kobieta: To ostatni krzyk mody.
Dundersztyc:Kłam!
Mężczyzna: Ja też od zawsze uwielbiam koty.
Dundersztyc:Kłam!
Mężczyzna 2: Lubię gdy zakładasz papiloty.
Dundersztyc:Kłam!
Kłam, kłam, kłam!

Kobieta 2: Dom wygląda wspaniale.
Dundersztyc:Kłam!
Elf: No ależ nie przytyłeś wcale.
Dundersztyc:Kłam!
Kobieta 3: Myślałam, że idziemy na balet.
Dundersztyc:Kłam!
Kłam, kłam, kłam!

Ludzie ciągle kłamią gdyż
Przykrości nie chcą sprawić i
Kłamstewek nam przybywa
Każdego dnia
Tak, wszyscy mówią: "nie ma sprawy"
A ja powtórzę dla zabawy
Że żyjemy w jednej wielkiej sieci kła-a-a-a-amstwa!
Dundersztyc: Słyszałeś tę końcówkę? To było tak zwane a dwukreślne. Nieźle jak na mój wiek!

(Linda, Fretka i rodzina Johnson siedzi przy stole)
Linda: Fretka, podasz może SP?
Fretka: Pewnie! (Leci do kuchni, przynieść sok i coś ciężkiego, by utrzymać się przy ziemi.) Gdzieś tu powinno być coś ciężkiego. (Znajduje w dolnej szufladzie klucz hydrauliczny i wkłada go do buta.) ("Idzie" do stołu.) Wiedzieliście, że SP to sok pomarańczowy? Ja nie wiedziałam! Może nie świeży, ale to improwizowany brunch (Nalewa sok niezdarnie, ponieważ próbuje utrzymać się na ziemi.) Brunch, pomiędzy śniadaniem i lunchem. Ciekawe skąd w ogóle biorą się te nazwy, a obiad, czy twórca tej nazwy po prostu się kiedyś obiadł, tak czy siak smacznego!

(Dzieci bawią się na trampolinach w powietrzu)
Wszyscy: Wohoo! Yeaah! Wo! Hahahaha!
Fineasz: Hahahaha!
Izabela: Wohoo! Wohoo! Woo! Ahahah! Hahahahh!
Baljeet: (Utknął pomiędzy dwoma trampolinami, jedną u góry, a drugą u dołu.) Auauauau!
Buford: Hahahahah!
Wszyscy: Wohoo! 

(Na platformie przy meczu.)
Roger: Mamy dziś przepiękny dzień na mecz!
Dundersztyc: Już niedługo! Ten przepiękny dzień się kończy, wystarczy jedynie, że wszyscy zaczną mówić prawdę! Zacznę od faceta z hot-dogami. Niech no świat się dowie co jest w parówkach. I ognia! (Strzela Inatorem w faceta z hot-dogami.)
Facet od hot-dogów: Hot-dogi! Ciepłe hot-Dogi! (Dostaje promieniem Inatora.) Tak naprawdę to nie sprzedaje hot-dogów. Chciałem tylko bez biletu wejść na mecz.
Dundersztyc: No tego to się nie spodziewałem. Zobaczmy co powiedzą zawodnicy. (Strzela w zawodnika.)
Obrońca: Teraz będzie szybka!
Pałkarz: Dzięki!
Roger: I poleciała w niebo. (Zawodnik uderza piłkę wysoko w niebo i trafia w robota Lincolna w głowę.)
Abraham Lincoln: Awaria systemu lojalności!
Dundersztyc: Zobaczmy jaką kompromitującą prawdę skrywa ta kobieta z ogromnym lusterkiem kieszonkowym. (Strzela w kobietę, jednak promień się odbija i trafia w Dundersztyca) W sumie jestem bardzo samotny. Zaraz, zaraz k-kto to powiedział?

(W garażu, dzieci odpoczywają po zabawie popijając lemoniadę, po czym do pomieszczenia "wchodzi" Fretka.)
Fineasz: Może łyczek lemoniady?
Fretka: Fineasz, tu jesteście! To wszystko przez was, przez te waszą maszynę, fruwam jak balonik!
Izabela: mówiłam im o tym! Myślałam, że byłoby fajnie gdyby...(Przerywa jej Baljeet)
Baljeet: To nie najlepsza pora!
Fretka: Próbuje zrobić dobre wrażenie na rodzicach Jeremiasza, a nawet nie mogę stąpać po ziemi! (Za drzwi Zuzia podsłuchuje słowa Fretka i ucieka.)
Fineasz: Lepiej zamontujmy ten przycisk cofający, nie chcemy przecież, żebyś zrobiła dziurę w suficie.
Ferb: To by się mogła źle skończyć dla fritaty mamy.
Fretka: Pospieszcie się zanim się jeszcze bardziej skompromituje!

(Nad stadionem w platformie latającej Dundersztyca)
Abraham Lincoln: Zatem najwłaściwszym teraz posunięciem będzie zniszczenie Dundersztyca!
Dundersztyc: (Dundersztyc ucieka przed Lincolnem) Że co?! Nie! Wracaj! Aaaaaa!
Abraham Lincoln: Muszę zniszczyć Dundersztyca!
Dundersztyc: Zniesie mnie jak niewolnictwo! Co? Za wcześnie? (Dundersztyc i robot biegają koło Pepe.) Aaa! Jesteś troszeczkę za bardzo uczciwy! (Pepe stara się uciec z pułapki używając śrubokręta.)

(Przy brunchu, Zuzia przeszkadza Fretce, sprawiając pod stołem, by zaczęła lewitować)
Fretka: Cieszę się, że możemy porozmawiać ze sobą jak dorośli. Tylko pani i ja i te (Fretki noga unosi się do góry.) wszystkie dorosłe o ważne tematy... Łaaaaa! Hyhyhhy! (Fretka unosi się do góry, jednak łapie się krawędzi stołu.) Łaaaaa! To jedno z ćwiczeń yogi, pomagające na niestrawność! Hahahaha!
Linda: (Szepcze do Lawrence'a.) Dobrze, że ma bokserki!

(Na platformie robot Lincoln trzyma Dundersztyca, by wyrzucić go z platformy na w dół na ziemię.)
Dundersztyc: Pepe Panie Dziobaku! Zróbże coś! On zaraz zadeklaruje swoją niepodległość! (Zwala Dundersztyca) Ahahahaha! (Mężczyzna odbija się od jednej z lewitujących trampolin Fineasza i Ferba.) I co panie Lincoln? Wygląda na to, że stary Dundek cię trochę przechytrzył! (Abraham łapie Dundersztyca z koszulę.) Ooo! Hehehehe! Cześć ziomuś!

(Fretka cały czas trzyma się stołu rękoma, by nie unieść się do sufitu.)
Fretka: Ahahahahahaha! Czy wspominałam ci, że chcę trenować gimnastykę artystyczną... hahaha!
Jeremiasz: Super!
Zuzia: (Pod stołem) Gimnastykę? A może tak raczej latanie! (Dźga Fretkę widelcami w ręce, by puściła się stołu.)
Fretka: Au! Au! A niech to, hyhyhy! (Zuzia wychodzi z pod stołu i idzie do szafki z talerzem kolekcjonerskim kaczuszki Momo.) (Fretka z powrotem siada na krześle i zaczepia nogami o nogi krzesła, by nie zaczęła lewitować.) Dobra... hehehe! Na razie dosyć tej gimnastyki!
Zuzia: Fretka, czy umiesz tym żonglować? (Bierze do rąk talerz z kaczuszką Momo.)
Fretka: Nie! Odłóż to Zuziu, to mój kolekcjonerski talerz z Kaczuszką Momo z serii, którą całą namalowali do góry nogami! Hyyy... jest bezcenny!
Zuzia: Mhy? (Wyrzuca talerz tak, by udowodnić, że Fretka łapie go w powietrzu.) Ojej!
Fretka: (Rzuca się, by złapać talerz.) (Zwolnione tępo) Nieeeeeeee! (Łapie talerz w zęby, zaczepiając nogami o twarz pani Johnson.)
Linda: Fretka Flynn, co też w ciebie wstąpiło? Żądam całej i to absolutnej prawdy!
Fretka: (Schodzi na podłogę i mówi z talerzem w buzi.) Bo Fineasz i Ferb zrobili... (Wyjmuje talerz z buzi.) Chcesz prawdy!?

(Na platformie.)
Dundersztyc: (Dundersztyc ucieka przed Lincolnem.) Nie! Nie! Nie! Nie! Wracaj!
Abraham Lincoln: Czas uczciwego Lincolna! (Lincoln chce uderzyć Dundersztyca, ale mężczyzna odskakuje na bok i robot trafia w stery.)
Dundersztyc: Ach, no i spójrz co zrobiłeś! Straciliśmy stery! (Pepe się uwalnia się z pułapki i ucieka na spadochronie.) (Robot i Dundersztyc przytulają się ze strachu, bo ich maszyna przestaje działać i spada w stronę ogródka Fineasza i Ferba.)
Dundersztyc i Abraham Lincoln: Aaaa!

(Przy stole)
Fretka: Prawda jest taka że....
Zuzia: (Dostaje promieniem Inatora Dundersztyca.) To ja próbowałam skompromitować Fretkę!
Pani Johnson: Zuziu!
Zuzia: To znaczy… bańka!

(Platforma zaczyna lecieć jak szalona, urywa się ster, Dundersztyc z robotem wypadają z pojazdu, jednak łapią się jego by nie spaść.)
Dundersztyc i robot: Aaaa!

(Na brunchu)
Pani Johnson: Chodź no tu do mnie córciu! Jesteś gościem, jak mogłaś się tak zachować?!
Zuzia: Mamo, Fretka fruwa!
Pani Johnson: Ooo, a do tego kłamiesz!
Fretka: Ech, proszę pani! Wstyd mi przyznać, ale Zuzia wcale nie kłamie! Fineasz i Ferb sprawili, że nic nie ważę. Pokażę to pani i tak już chyba bardziej się dzisiaj nie mogę skompromitować! 

(W ogródku, Fineasz i Ferb starają się przywrócić Fretkę na ziemię)
Fineasz: Przycisk podłączony! Fretka na celowniku? (Ferb pokazuje, że mniej więcej.) Może być! (Strzelają promieniem.

(Fretka unosi się do góry, jednak trzyma się stołu.)
Fretka: Spójrzcie! (Dostaje promieniem i puszcza się stołu.) Tada!  (Spada w dół, waląc w stół.)
Jeremiasz: Tato, ee.. co sądzisz?
Jack Johnson: Przypomina  twoją matkę!

(Platforma zgarnia wszystkie trampoliny.)
Dundersztyc: A niech cię uczciwy Lincolnie!

(W ogródku, Fineasz zagląda przez okno do środka.)
Fineasz: Chyba się udało! Fretka stoi sama, bez niczyjej pomocy. A teraz wszyscy podchodzą do okna, pokażmy im naszego Maximusa! (Maszyna Dundersztyca zagarnia za sobą trampoliny i Maximusa antygrawitacyjnego.)
(Do ogródka wbiega Fretka z mamą.)
Fretka: Stoi właśnie tutaj! Przecież stał tutaj!
Linda: Niby co tym razem przegapiłam?
Fretka: Maszynę przez którą lewitowałam. Ona, ona, ona… Zuziu powiedz.
Zuzia: Bańka!
Fretka: Och, no właśnie! Bańka!

(Napisy końcowe.)
Ludzie ciągle kłamią gdyż
Przykrości nie chcą sprawić i
Kłamstewek nam przybywa
Każdego dnia
Tak, wszyscy mówią: "nie ma sprawy"
A ja powtórzę dla zabawy
Że żyjemy w jednej wielkiej sieci kła-a-a-a-amstwa!
Dundersztyc: Nieźle jak na mój wiek!

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki